Dymitr Szostakowicz, XIV Symfonia

  1. De Profundis
  2. Malaguena
  3. Loreley
  4. Samobójca
  5. Oczekujące
  6. Oczekujące II
  7. W więzieniu Santé
  8. Odpowiedź Kozaków Zaporoskich sułtanowi w Konstantynopolu
  9. Poeci
  10. Śmierć poety
  11. Zakończenie

De Profundis

Federico Garcia Lorca

przekład: Janusz Strassburger

Oto stu zakochanych
usnęło tam na wieczność.
Przez kraj andaluzyjski
biegnie długich dróg czerwień.
Ma Kordoba zielone
oliwki dla stu krzyży,
co ich wspominać będą.
Oto stu zakochanych
usnęło tam na wieczność.

Malaguena

Federico Garcia Lorca

przekład: Janusz Strassburger

Cień śmierci
wchodzi, pierzcha
drzwiami tawerny.

Czarne rumaki ciągną,
ludzie posępni
po głębokich gościńcach,
gitary wnętrzem.

I jest tam zapach soli,
woń krwi samiczej,
wśród rozegdrganych narodów
nadmorskiej ciszy.

Cień śmierci
wchodzi, pierzcha,
pierzcha, wchodzi
cień śmierci
      drzwiami tawerny.

Loreley

Guillaume Apollinaire

przekład: Jerzy Zagórski

W Bacharach czarownica była jasnowłosa
Co wszystkim dookoła śmierć z miłości niosła

Kiedy biskup ją kazał przywlec przed swój sąd
Dla przyczyny piękności uniewinnił ją

O piękna Loreley w której oczach klejnoty jaśnieją
Jakim gusła zawdzięczasz swoje czarodziejom

Jestem zmęczona życiem i moje oczy są przeklęte
Tych którzy w nie spojrzeli biskupie śmierć chwyciła w pęta

Moje oczy to są ognie nie drogie kamienie
Rzućcie to czarodziejstwo w prawdziwe płomienie

Sam płonę w twych płomieniach o piękna Loreley
Niechaj inny cię skaże Zaczarowałaś mię

Biskupie ty się śmiejesz Poleć mię Dziewicy
Pozwól mi umrzeć i niech Bóg cię łaską zaszczyca

Mój kochanek do krajów dalekich wyruszył
Już nic nie kocham Pozwól mi umrzeć

Moje serce tak boli będzie lepiej jak skonam
Jeśli na siebie spojrzę to na pewno skonam

Moje serce tak boli od kiedy nie wrócił
Moje serce tak boli od dnia kiedy mnie porzucił

Biskup wezwał rycerzy trzech w kopie uzbrojonych
Prowadźcie do klasztoru kobietę szaloną

Idź Loro wariatko idź z okiem biegającym Loro
Będziesz mniszką na czarno i biało cię ubiorą

Potem się oddalili we czworo Po drodze
Lora ich błagała jak gwiazdy jej oczy migocą

Rycerze pozwólcie mi wspiąć się na tę skałę wysoką
Żeby mogło raz jeszcze piękny mój zamek ogarnąć oko

Żebym raz jeszcze mogła rzekę okiem przemierzyć
Potem pójdę do klasztoru dla wdów i dla dziewic

Wysoko wiatr jej włosy poszarpane wieje
Rycerze krzyczeli Loreley Loreley

Tam na Renie łódeczka zbliża się nieduża
Mój kochanek jest na niej przywołuje ujrzał

Mój kochanek nadchodzi już sercem nie władam
Przechyliła się z brzegu i do Renu wpada

Bo w wodzie zobaczyła piekną Loreley
Włosy koloru słońca jej oczy jak Ren

Samobójca

Guillaume Apollinaire

przekład: Artur Międzyrzecki

Trzy lilie wielkie Trzy lilie nad grobem gdzie krzyża nie ma
Trzy lilie w pyłach swych złotych drżące gdy wiatr je ogarnie
Wtedy jedynie zroszone gdy w chmurze kąpią się czarnej
Majestatyczne i piękne jak berło które oniemia

Jedna z mej rany wykwita i kiedy blask spocznie na niej
Kielich unosi krwawiący to lilia jest przerażenia
Trzy lilie wielkie Trzy lilie nad grobem gdzie krzyża nie ma
Trzy lilie w pyłach swych złotych drżące gdy wiatr je ogarnie

Druga wykwita mi z serca z podziemnej jego męczarni
W łożu gdzie czerwie je toczą Trzecia wykwita z mej krtani
Nad moim grobem samotnym bieleją trzy oddalenia
Samotne jak ja i jak ja przeklęte są bez wątpienia

Trzy lilie wielkie Trzy lilie nad grobem gdzie krzyża nie ma

Oczekujące

Guillaume Apollinaire

przekład: Leopold Lewin

Ten co w okopie umrze wieczorem zbolały
To mały żołnierz jego spojrzenie znękane
Siedzi na blance z cementu przez cały ranek
Tej nocy zawieszone tam insygnia chwały
To mały żołnierz to mój brat i mój kochanek

A że on umrze chcę sobie dodać urody
Chcę by me nagie piersi buchnęły pochodniami
Chcę wielkimi oczami stopić stawu lody
Chcę by się moje biodra stały grobowcami
A że on umrze chcę sobie dodać urody
W kazirodztwie i śmierci dwa gesty nad gestami

Krowy zmierzchu wyryczą wszystkie swoje róże
Niebieski ptak owionie mnie skrzydłem rozchwianym
To godzina miłości siejąca neurozę
To jest godzina śmierci i przysięgi danej
Ten który zginąć musi tak jak giną róże
To mały żołnierz to mój brat i mój kochanek

Oczekujące II

Guillaume Apollinaire

Madame, proszę spojrzeć!
Pani coś zgubiła...
Ach, to drobiazg,
To tylko moje serce,
niechże je pan podniesie czym prędzej.
Gdy zechce, oddam je,
Gdy zechcę znów odbiorę.
Śmieję się, śmieję, chichoczę
Nad miłością, którą skosiła śmierć.

W więzieniu Santé

Guillaume Apollinaire

I
Do naga mnie rozebrali
Pchnęli do celi ciemnej
Głos złowróżbny się żali
Co z tobą będzie Wilhelmie

Łazarz zstępuje w mogiłę
Zamiast wyjść z jej ciemności
Żegnajcie śpiewy miłe
O ronda lat o miłości
[...]

III
Niby niedźwiedź w swojej norze
Spacerują w każdy ranek
Krążmy dalej krążmy krążmy
Niebo sine jak kajdany
Lśni gdy niby niedźwiedź w norze
Spaceruję w każdy ranek
[...]

IV
Co ze mną będzie Jak wielkie cierpienie
      Ofiarowałeś mi Boże
Nad mym wygasłym zlituj się spojrzeniem
      Nad moim więziennym łożem
      
Wejrzyj w te serca znękane i tłumne
      I w Miłość co jest tu ze mną
Nad moim słabym zlituj się rozumem
      Wydanym na rozpacz bezdenną

VI
[...]
Po dniu nadchodzi wieczór wczesny
Lampa zapala się więzienna
Znów sami w celi jesteśmy
Jasności piękna Myśli cenna.

Odpowiedź Kozaków Zaporoskich sułtanowi w Konstantynopolu

Guillaume Apollinaire

przekład: Artur Mędzyrzecki

Pomiocie nędzny Barabasza
Z rogami na łbie jak szatany
Nie zjesz nas w belzebubskiej kaszy
Baryło spita pomyjami
Próżno na sabat nas zapraszasz

Rybo gnijąca spod Salonik
Pełne koszmarnych snów naczynie
Dzidą masz oczy wyłupione
Sfajdanej bździny jesteś synem
Z jej rżnięcia w brzuchu narodzony

Kacie Podola Gachu zgniły
Zgorzeli strupów i owrzodzeń
Łbie świński zadku od kobyły
Dla siebie schowaj swe pieniądze
Żeby na rtęć ci wystarczyły

Poeci

(fragmenty)

Wilhelm Küchelbecker

przekład: Adam Pomorski

O, cóż, Delwigu, cóż nagrodą
Szlachetnych czynów, wierszy dumnych?
O, cóż talentu jest osłodą
Wśród łotrów i wśród bezrozumnych?

Łotrów Juwenal chłoszcząc srodze
Szyderczym trwoży świstem bicza
I spędza barwę z ich oblicza,
I moc tyranów drży we trwodze.

I cóż, i cóż, że moc uciska,
Gdy z czynem, co natchniony, śmiały,
Pieśń słodka, dostąpiwszy chwały,
Jednak nieśmiertelność zyska.

Nie umrze związek nasz serdeczny
Dumy, radości, wolnej woli,
Nezłomny w doli i w niedoli,
Związek wybrańców Muzy wiecznej.

Śmierć poety

Rainer Maria Rilke

przekład: Leopold Lewin

Leżał. A jego odsłonięta twarz ---
Głowę poduszka podpierała stroma ---
Odpychająca była, nieruchoma,
Odkąd wydarta z niego myśl świadoma
Znów się zapadła w obojętny czas.

Ci, co go znali, nie wiedzieli nic,
Jak mocno z całym światem był związany,
Bo wszystko: głębie, łąki, oceany,
Wszystko obrazem było jego lic.

O, jego lica to dal, co się spiętrza,
Mknąc jeszcze gdzieś do niego, jakby żył;
A jego maska, w której smutek skrył,
Otwarta, czuła jest jak widok wnętrza
Owocu, który na powierzchni zgnił.

Zakończenie

Rainer Maria Rilke

przekład: Adam Pomorski

Dojrzała śmierć.
My to jej krzywe
w uśmiechu wargi.
Gdy sobie zdajesz się w tym, co żywe,
ta wtobie śmie
kwilić swe skargi.